|
Przedstawiając ów tryptyk, pragnąłbym - korzystając z okazji - naszkicować parę zdań , za pomocą których chciałbym przybliżyć Państwu symbolikę poszczególnych obrazów, które - uszeregowane w z góry zaplanowanej kolejności - mają tym samym stanowić w moim założeniu ostateczną i nierozerwalną jedność. Jedność ta zbudowana jest na pojęciu zależności a zarazem na pojęciu ciągłości, które wyznacza systematycznie upływający czas.
I tak jak upływ czasu ukazuje nam cykliczną przemianę otaczającej nas przyrody - co mianem "pór roku" określamy, tak w życiu naszym mijający czas - przeobrażając wciąż naszą powierzchowność - zmienia zarazem stopniowo i nasze wnętrze: dojrzewając ciągle - spoglądamy na życie wciąż jakby z innej strony. I tak oto z wolna i niepostrzeżenie, rzekłbym nawet - podstępnie - kształtują się nasze "pory życia", które symbolicznie starałem się ukazać w tych trzech odmiennych, stanowiących zarazem pewien ciąg narracyjny - kompozycjach.
Planując realizację "Pór Życia" miałem więc na myśli czas beztroskiego dzieciństwa, czas pełnej entuzjazmu i optymizmu młodości i czas dążącego już do stabilizacji wieku średniego. Miałem wreszcie na myśli czas jesieni życia skąpanego w szlachetnych złotawych barwach pożółkłych właśnie liści. A wszystko to w konwencji jakiegoś magicznego w swoim uroku ogrodu w którym owe przemiany zachodzą. Ten ogród - to symboliczne miejsce naszego ziemskiego bytowania, które jednak zawsze pozostanie skażone przemijaniem. Reasumując - miałem pragnienie, by te określone fazy życia - płynnie i naturalnie - jak w naszym ziemskim bytowaniu - zaznaczały swą obecność w każdym z kolejnych obrazów powyższego tryptyku, dzięki któremu być może uda mi się ukazać pewne głębsze treści o wymiarze uniwersalnym.
Spójrzmy zatem w stronę lewą, gdzie ujrzymy obraz pełen wiosennego nastroju - to "Ogród Beztroski", gdzie pośród świeżo zazielenionych drzew i rozkwitającej właśnie magnolii trwa dziecięca sielanka. Obie dziewczynki znajdują się niewątpliwie w jakiejś bliżej nieokreślonej wzajemnej relacji - i trudno odgadnąć, czy to może zabawa "w chowanego" je łączy, czy też może całkiem niezależnie - młodsza z nich (na planie pierwszym), stanowi właśnie obiekt szczególnego zaciekawienia, żeby nie powiedzieć - zazdrosnego spojrzenia starszej nieco koleżanki. - Otóż ta scenka rodzajowa jest próbą przywołania klimatu dzieciństwa, sentymentalną podróżą w przeszłość, która dla wielu z nas pozostaje już tylko dalekim idyllicznym wspomnieniem; tęsknotą za beztroską, która w naszym dorosłym życiu praktycznie na zawsze już pozostanie wartością deficytową. Wartością niezmienną natomiast pozostaje czas, a ściślej - jego bezwzględny upływ, który każde zdarzenie z naszego życia każe nazywać jedynie chwilą - chwilą, której ulotność uświadamia i symbolizuje tutaj porosły mchami i porostami stary ogrodowy zegar słoneczny - niemy świadek zaistniałej sytuacji.
"Ogród Muz" to centralny obraz cyklu. Rozpościera się oto przed nami panoramiczna kompozycja urokliwego zakątka pewnego letniego ogrodu, gdzie stan absolutnie
|
niczym nie zmąconej szczęśliwości pozostaje jakby zawieszony w czasie i przestrzeni : jakby raz na zawsze został osiągnięty siłą i mocą sennego marzenia. Po lewej stronie obrazu dostrzegamy sylwetki rozbawionych w romantycznej scenerii dziewcząt trwających tak w radosnej beztrosce - to symbol niczym nie skrępowanej młodości ; bo młodość to ruch, uroda, optymizm. Dziewczęta właśnie otoczyły fontannę, nad którą unosi się kielich ożywczej wody - to przysłowiowe źródło życia i miłości z którego młodość czerpie swą energię, aktywność oraz wszelkie siły witalne, tak przecież niezbędne na dalszej drodze życia.
Przenosząc wzrok na prawo - wyrasta przed nami tuż na planie pierwszym stateczny wizerunek postaci kobiecej o renesansowej stylistyce, wpatrzonej uważnie w lusterko trzymane w wyciągniętej ręce. W tle - nieprzypadkowo - pozuje paw - symbol próżności. Kobieta ta spoczęła wygodnie na wiklinowej sofie umieszczonej na jakimś podwyższeniu - zapewne na tarasie, skąd roztacza się lepszy widok na pyszny ogród stanowiący tło całej kompozycji. Wpatrując się z uwagą w swe oblicze, kobieta ocenia swój wygląd z ledwie dostrzegalną nutą niepokoju na swej twarzy. To właśnie konfrontacja z rozbawionymi dziewczętami z pod pobliskiej fontanny musiała wzbudzić ów niepokój. Na obrazie widzimy nadal piękną kobietę, lecz już z wolna wchodzącą w wiek średni - stateczną, skłonną do refleksji, przedkładającą bardziej wygodę i spokój ponad aktywność wieku młodzieńczego.
Zwróćmy wreszcie uwagę na ostatni obraz cyklu - to "Ogród Refleksji". Przystępując do pracy nad tym obrazem zastanawiałem się, jakiej optymalnie należałoby tutaj użyć symboliki i jaka powinna być struktura kompozycji, aby sugestywnie przekazać istotę wieku podeszłego. Myślę, iż podstawowym problemem, z którym boryka się człowiek u schyłku swoich lat, to często poczucie osamotnienia i wyobcowania. - Jakże więc ową samotność ukazać? - Sądzę, że w sposób możliwie najprostszy. Wyobraźmy oto sobie wielki stół w ogrodzie, wokół którego niegdyś zasiadała zapewne liczna, wielopokoleniowa rodzina, spotykało się grono znajomych i przyjaciół. Jednak z biegiem lat życie konsekwentnie realizowało swój nieodgadniony scenariusz: bo oto z początku - jakby niepostrzeżenie, potem zaś coraz wyraźniej - ów symboliczny stół pustoszał, zaś liczba wolnych miejsc sukcesywnie rosła. I tak oto w Teatrze Przeznaczenia pozostała już tylko ostatnia osoba, której los polecił odegrać rolę końcową. Jej niewątpliwy ciężar spoczywa teraz na barkach owej starszej kobiety - zamyślonej i chwilowo jakby nieobecnej, przytłoczonej ciężarem swoich lat; pochylonej wewnętrznie nad bólem swojego niezawinionego osamotnienia.
Jednak w sercach wielu - niczym skarb - pielęgnowana jest wiara i nadzieja, że za progiem, który w pewnym momencie przyjdzie przecież nam wszystkim przekroczyć, nie pochłonie nas mroczna, bezduszna nicość, lecz iż dusze nasze przygarnie kiedyś ciepły, wszechogarniający blask wiekuistej miłości! Pozostając w zgodzie z tą wiarą, tak też właśnie kwestię tą próbowałem ukazać: otóż jeszcze tylko chwila, a postać odchodzącej staruszki z wolna rozpłynie się w blasku hipnotycznej światłości.
Grzegorz Bialik
|